Ja, proszę pana, w ogóle nie jestem materiałem na książkę. Nie ma we mnie takiego przekonania, żebym miał coś istotnego do powiedzenia światu. Czy komukolwiek zresztą. Wywiad rzeka? Strumyk raczej. Jakaś strużka marna. Dobrze będzie, jak pan szesnaście stron uzbiera. Kajecik chudy. Tylko właściwie po co? Co komu po tym? Tak zaczyna się niezwykła książka- rozmowa Piotra Fronczewskiego i Marcina Mastalerza, czyli Ja, Fronczewski . Przyznam szczerze, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie jest to bowiem zwykła rozmowa. Ma się przeświadczenie, że jest to raczej przyjacielska rozmowa, a nie tylko służbowa konieczność. I to właśnie dzięki temu książka zyskuje na znaczeniu. Nie poznałam nigdy Piotra Fronczewskiego osobiście, więc nie mogę nawet przypuszczać jaki jest na co dzień, ale wrażenie, jakie odczułam po przeczytaniu książki, jest takie, iż jest to człowiek bardzo charakterystyczny, z zasadami. Przeze mnie jest kojarzony przede wszystkim z rolą Pana Kleksa. A to przede wszystkim dlat...
Blog z recenzjami książek, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie...