Główną bohaterką w powieści jest Apolonia, która wraz z rodziną trafia do okupowanej Łodzi. I to właśnie w tym mieście musi nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości. W czasach pełnych lęku, głodu i niepewności o bliskich.
Moim zdaniem, największym atutem książki są wiarygodnie wykreowani bohaterowie. Apolonia wzbudza sympatię swoją odwagą i wytrwałością, a postacie drugoplanowe również odgrywają bardzo ważną rolę, ponieważ pokazują, jak różni ludzie radzili sobie z wojenną codziennością. Szczególnie interesująco przedstawione zostały kobiece losy oraz relacje oparte na wzajemnym wsparciu i solidarności.
Styl Wioletty Filipowskiej jest prosty, ale jednocześnie pełen emocji. Autorka nie epatuje brutalnymi opisami wojny, lecz koncentruje się na przeżyciach bohaterów i ich wewnętrznych rozterkach. Dzięki temu powieść czyta się z dużym zainteresowaniem, a przedstawione wydarzenia skłaniają do refleksji nad wartością pokoju, rodziny i pamięci o przeszłości.
Minusem dla niektórych czytelników może być spokojne tempo akcji. Osoby oczekujące dynamicznych wydarzeń mogą odczuć niedosyt, ponieważ książka stawia przede wszystkim na budowanie atmosfery tamtych dni.
Osobiście powieść odebrałam jako zapis wspomnień Apolonii, którymi dzieliła się ze swoją wnuczką. I może przez to, że niektóre wydarzenia nie były opowiedziane tak wprost, ale przefiltrowane pamięcią kolejnego pokolenia, to przez to zabrakło w tej powieści tych emocji, których szukam w tego typu powieściach.
Podsumowując, „Ulice, które pamiętały wojnę” to wzruszająca i wartościowa lektura, która przypomina, że nawet w najciemniejszych czasach można odnaleźć nadzieję i siłę do walki o lepsze jutro. Polecam ją wszystkim miłośnikom literatury historycznej i obyczajowej oraz osobom, które cenią historie oparte na ludzkich doświadczeniach.
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.

Komentarze
Prześlij komentarz