Po książki Anny Rybakiewicz sięgam z pewną dozą obawy, czasem zawahania. Nie chodzi mi o to, że są straszne, czy źle napisane. Co to to nie! Raczej chodzi mi o to, że w trakcie lektury towarzyszą mi naprawdę różne emocje. Mam tutaj na myśli, że jest to czasem zaduma, refleksja, a czasem kończę czytać ze łzami w oczach i płaczem, którego nie mogę zatrzymać. Kiedy więc sięgnęłam po powieść “Róża” spodziewałam się tych emocji u siebie w trakcie czytania. I nie pomyliłam się. Chociaż nie zakończyło to się płaczem do rana, ale podczas lektury towarzyszyła mi refleksja na temat tego, że jedna decyzja może całkowicie zmienić ludzkie losy. Na samym początku warto zaznaczyć, że “Róża” rozgrywa się na dwóch osiach czasowych. Pierwsza to czasy drugiej wojny światowej i losy Tadeusza, który zostaje wysłany do Niemiec na roboty przymusowe. Trafia do rodziny Maderbacher i pracuje w ich gospodarstwie, gdzie z czasem uczy się uprawy róż. Tadeusz w trakcie tej wojennej zawieruchy nie ...
Blog z recenzjami książek, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie...